Prenumerata kwartalnika Prawo i medycyna na rok 2018
Strona główna   Poleć stronę   Kontakt  
e-ISSN 1898-5556
ISSN 1506-8757
  Szukaj    
Ewolucja dyrektyw na przyszłość w amerykańskiej praktyce medycznej

Abstrakt

    Moim celem jest ukazanie na przykładzie Stanów Zjednoczonych rozwoju refleksji na temat możliwości podejmowania przez pacjenta decyzji medycznych, polegających na udzieleniu bądź odmowie udzielenia zgody na świadczenia, które mogą mieć miejsce w przyszłości. Interesować mnie więc będzie problematyka tzw. dyrektyw na przyszłość jako instrumentów prawnych służących praktycznej realizacji tej idei. W szczególności prześledzę główne etapy rozwoju tych dokumentów, starając się pokazać, że zmiany w zakresie ich rodzaju i charakteru podyktowane były chęcią znalezienia rozwiązań dla pojawiających się problemów natury praktycznej. Pokażę, że dominujące pierwotnie nastawienie formalnoprawne zaczęło ustępować miejsca podejściu, w którym dyrektywy na przyszłość postrzegane są jako efekt końcowy złożonego procesu komunikacji między lekarzem a pacjentem na temat celów leczenia. W procesie tym zasadniczą rolę odgrywają skuteczne porozumiewanie się i współpraca między lekarzem a pacjentem. Na koniec omówię najnowszą formę dyrektyw na przyszłość, jakimi są zlecenia lekarskie dotyczące zakresu stosowania procedur podtrzymujących życie (Physician Orders for Life-Sustaining Treatment, POLST).
 

    Przedstawienie ewolucji, jaką dyrektywy na przyszłość przeszły w Stanach Zjednoczonych, ma w moim zamyśle służyć pomocą specjalistom w dziedzinie prawa, którzy chcieliby wprowadzić podobne rozwiązania do polskiego porządku prawnego. W przeszłości próby takie były kilkakrotnie podejmowane i choć do tej pory nie zakończyły się sukcesem, z pewnością zostaną wznowione z uwagi na rosnące zainteresowanie społeczne. Mam nadzieję, że przedstawiona przeze mnie „amerykańska lekcja" pomoże polskim prawnikom dostrzec zarówno dobre strony, jak i błędy oraz niedoskonałości niektórych rozwiązań wprowadzonych za oceanem. W konsekwencji, przysłuży się tworzeniu nowoczesnych, odpowiadających polskim realiom i zgodnych z rodzimym systemem prawa rozwiązań dotyczących dyrektyw na przyszłość.

Wprowadzenie

    Współczesne regulacje prawne dotyczące praktyki medycznej przyznają pacjentowi prawo do samodzielnego decydowania o tym, czy chce poddać się zabiegom medycznym proponowanym przez lekarzy. Decyzja pacjenta jest dla lekarzy wiążąca - nie wolno im (poza nielicznymi wyjątkami) przystąpić do leczenia, jeśli wcześniej nie uzyskają na nie zgody pacjenta. Praktyka ta wypływa z szacunku dla autonomii oraz wynikającego z niej uprawnienia pacjentów do sprawowania kontroli nad własnym ciałem.

    W połowie lat 60 dwudziestego wieku rozpoczęła się dyskusja dotycząca możliwości składania przez pacjentów deklaracji, które będą odnosiły się nie do teraźniejszego, ale przyszłego leczenia. Dyskusja ta była skutkiem zdania sobie sprawy z faktu, że wielu pacjentów w końcowej fazie swego życia traci zdolność do działania z rozeznaniem, a co za tym idzie - także możliwość podejmowania decyzji medycznych we własnym imieniu. Istotne znaczenie odegrał także szybki postęp w dziedzinie medycyny, jaki miał miejsce po zakończeniu drugiej wojny światowej. Zaowocował on pojawieniem się technologii i procedur medycznych, przy pomocy których można było utrzymywać pacjentów przy życiu znacznie dłużej niż kiedykolwiek wcześniej. O ile wielu lekarzy z ogromnym entuzjazmem przyjęło te zmiany, o tyle część pacjentów zaczęła mieć wątpliwości, czy możliwości, jakie oferuje nowoczesna technologia, rzeczywiście służą ich dobru. Pojawiły się głosy mówiące o tym, że współczesna medycyna przekroczyła wyznaczane jej cele, jakimi są poprawa zdrowia i walka z chorobą i zachłyśnięta własną wszechmocą zaczęła ingerować w naturalne procesy życiowe. Możliwość przedłużania życia często wiązała się również z przysporzeniem pacjentowi dodatkowych cierpień i odarciem procesu umierania z godności.
Dyrektywy na przyszłość
Odpowiedzią na postęp w dziedzinie medycyny była mobilizacja grup społecznych reprezentujących interesy pacjentów. Celem ich dzia¬łalności było umożliwienie pacjentom sprawowania kontroli nad prze¬biegiem leczenia i sposobem, w jaki ich życie dobiegnie końca. Znany był fakt, że wraz z postępem choroby wielu pacjentów traci zdolność do podejmowania decyzji dotyczących leczenia i że są wówczas zdani na osąd i opinie lekarzy. Działania, jakie podjęli wspomniani rzecznicy interesów pacjentów, zmierzały do wprowadzenia instrumentów praw¬nych, które umożliwiałyby zawczasu podjęcie przez pacjentów decy¬zji o zakresie przyszłego leczenia. Decyzje te miały być dla lekarzy wiążące nawet wówczas, gdy pacjenci utracili zdolność do działania z rozeznaniem.

Testament życia

    Pierwszym tego rodzaju instrumentem były „testamenty życia" (living wills). Rozwiązanie to zostało zaproponowane w 1967 roku przez Amerykańskie Stowarzyszenie na Rzecz Eutanazji (Euthanasia Society of America). Autorem koncepcji by Luis Kutner, prawnik specjalizujący się w dziedzinie praw człowieka.1 „Testament życia" wspierał się na założeniu, że chociaż niekompetentny pacjent nie może samodzielnie wyrazić zgody na leczenie, decyzje medyczne dotyczące jego osoby nie mogą być podejmowane wyłącznie przez lekarza, ale powinno się także brać pod uwagę wcześniej wyrażone przez pacjenta życzenia w tym zakresie. Życzenia takie mogą przybrać formę oświadczenia, składanego zawczasu przez pacjenta, który przewiduje, że rozwój choroby może uczynić go niezdolnym do podejmowania świadomych decyzji. W dokumencie tym pacjent określa swoje preferencje dotyczące rodzaju leczenia, jakiemu pragnie zostać poddany w przyszłości. W szczególności, wskazuje na te działania medyczne, na których podjęcie nie wyraża zgody.

    Pierwszym aktem prawnym na gruncie prawa amerykańskiego sankcjonującym „testamenty życia" był Natural Death Act uchwalony przez ustawodawcę stanu Kalifornia w 1976 r. W niedługim czasie także inne stany przyjęły zbliżone rozwiązania ustawowe. Do 1986 roku aż 41 stanów wprowadziło regulacje prawne nadające ważność „testamentom życia".2 Nowe rozwiązania przynosiły korzyści zarówno dla pacjentów, jak i dla lekarzy. Ci pierwsi otrzymali możliwość złożenia prawomocnego oświadczenia, w którym wyrażali sprzeciw przeciwko stosowaniu w odniesieniu do ich osoby wybranych procedur medycznych. Lekarze zyskiwali z kolei pewność, że ich działania podyktowane chęcią uszanowania woli pacjenta będą zgodne z prawem i nie będą rodziły ryzyka odpowiedzialności karnej lub cywilnej z tytułu zaniechania leczenia.

   Jednak mimo szeregu zalet i społecznego entuzjazmu, jaki towarzyszył wprowadzeniu „testamentów życia", dość szybko zaczęły się
ujawniać trudności w stosowaniu tych dokumentów. Podstawowy problem wiązał się z faktem, że sama obecność „testamentu życia" nierzadko nie pozwalała jednoznacznie rozstrzygnąć, jakie działania powinno się podjąć odnośnie danego pacjenta. Bardzo często potrzebne decyzje dotyczyły procedur, których pacjent nie zawarł w swoim „testamencie" lub „testament" został sporządzony w sposób na tyle ogólny, że trudno poddawał się jednoznacznej interpretacji.3 Druga istotna trudność wiązała się z faktem, że mimo dużego społecznego poparcia dla samej idei, wielu pacjentów nie sporządzało „testamentu życia" lub w momencie, kiedy konieczne było podjęcie decyzji, dokumentu nie można było odnaleźć.4

Pełnomocnik do spraw medycznych

    Rozwiązaniem mającym usprawnić podejmowanie decyzji w przypadku pacjentów, którzy nie sporządzili „testamentu życia" lub których „testament" nie udzielał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak należałoby postąpić, było wprowadzenie nowego rodzaju dyspozycji na przyszłość. Ten nowy instrument prawny pozwalał pacjentowi przewidującemu, że w przyszłości utraci zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji medycznych, wskazanie osoby, która będzie wówczas upoważniona do działania w jego imieniu. Tak ustanowione pełnomocnictwo miało na gruncie prawa amerykańskiego szczególny charakter - w odróżnieniu od zwykłych pełnomocnictw zachowywało swą ważność także po tym, gdy mocodawca utracił zdolność do czynności prawnych.5 W Stanach Zjednoczonych pełnomocnictwo to zyskało nazwę durable power of attorney for health care. Wierzono, że wprowadzenie dodatkowego mechanizmu prawnego pozwalającego pacjentowi na zabezpieczenie swoich przyszłych interesów, w znacznej mierze rozwiąże wskazane wcześniej trudności. Pełnomocnicy, jako osoby dobrze znające pacjentów i ich preferencje odnośnie leczenia, mieli stanowić uzupełnienie dla „testamentów życia" i być w stanie podejmować decyzje dotyczące tych rodzajów terapii, które nie zostały wymienione w „testamencie".

   Pierwsze stanowe regulacje prawne umożliwiające ustanowienie pełnomocnika do spraw decyzji medycznych zaczęły pojawiać się na przełomie drugiej połowy lat 80 i pierwszej połowy lat 90. Pod koniec 1988 roku regulacje takie posiadało 12 stanów, zaś do końca 1997 roku we wszystkich stanach wprowadzono taką możliwość.6

Zlecenia lekarskie nakazujące odstąpienie od stosowania resuscytacji

    Równolegle do rozwoju wspomnianych rodzajów dyrektyw na przyszłość toczyła się dyskusja dotycząca zleceń lekarskich nakazujących odstąpienie od stosowania resuscytacji w przypadku wybranych pacjentów (DNR orders).7 Dyskusja ta zapoczątkowana została w drugiej połowie lat 60 dwudziestego wieku. Wówczas, po pierwotnym entuzjazmie, jaki towarzyszył wynalezieniu metody przywracania pacjentów do życia, zaczęły pojawiać się doniesienia o skutkach ubocznych masowego stosowania resuscytacji krążeniowo-oddechowej. W znanych czasopismach medycznych zaczęły ukazywać się artykuły, których autorzy wskazywali, że rutynowe stosowanie resuscytacji u wszystkich chorych, u których nastąpiło zatrzymanie akcji serca, tylko w niewielkiej liczbie przypadków jest zakończone sukcesem. Wielu pacjentów nie udaje się ożywić, a ci, którym przywrócona zostaje akcja serca, często znajdują się w bardzo ciężkim stanie (duża część z nich nigdy nie odzyskuje przytomności). Podejmując masowo akcje reanimacyjne, jedynie przedłuża się bolesny proces agonii.

    W reakcji na te doniesienia na początku lat 70 spora część lekarzy zaczęła stosować szczególną formę obywatelskiego nieposłuszeństwa. W przypadku zatrzymania akcji serca u pacjentów, u których reanimacja nie mogła - zdaniem lekarzy - przynieść pożądanego skutku (w postaci poprawy stanu zdrowia na tyle, aby pacjent mógł w przewidywalnym czasie opuścić oddział szpitalny), personel wbrew swoim zawodowym obowiązkom nie powiadamiał zespołu reanimacyjnego lub jeśli zlecał podjęcie reanimacji, miała ona charakter pozorowany. Taktyka ta stała się na tyle rozpowszechniona, że do obiegowego użytku szpitalnego weszły takie sformułowania jak: „slow code" czy „show code" oznaczające udawaną akcję reanimacyjną.

    Ze względu na upowszechnienie wspomnianych praktyk, w wielu szpitalach amerykańskich zaczęto wprowadzać rozmaite zarządzenia, mające na celu ich uregulowanie. Początkowo informacje o pacjentach, u których nie zamierzano podejmować reanimacji, były przekazywane wśród personelu w formie ustnej lub zaznaczane w dokumentacji medycznej w sposób nieczytelny dla niewtajemniczonych.8 Z czasem praktyki te stały się bardziej jawne i przybrały formę DNR orders, czyli zleceń lekarskich nakazujących niepodejmowanie reanimacji w przypadku ustania akcji serca. W 1974 roku Amerykańskie Towarzystwo Medyczne (American Medical Association) wydało wytyczne, które usankcjonowały odstępowanie od resuscytacji krążeniowo-oddechowej w przypadku wybranych grup pacjentów.9 W latach 80 nastąpiło dalsze upowszechnienie się praktyki lekarskiej polegającej na wybiórczym zaniechaniu stosowania reanimacji. Praktyka ta została także zaaprobowana przez dwie główne instytucje amerykańskie oceniające etyczne aspekty praktyki medycznej - Komisję Prezydencką ds. Badania Etycznych Problemów w Medycynie, Biologii i Naukach Behawioralnych (President's Commission for the Study of Ethical Problems in Medicine and Biomedical and Behavioral Research) oraz Centrum Hastings (Hastings Center).10 Uznano, że odstąpienie od stosowania reanimacji w przypadku pacjentów, u których nie może ona przynieść zadowalających skutków, jest działaniem moralnie usprawiedliwionym. Lekarz, który po konsultacji z pacjentem lub jego przedstawicielem, wyda stosowne zlecenie, działa zgodnie z przyjętym standardem medycznym i nie łamie prawa.

    Na początku lat 90 podjęto także działania mające na celu rozszerzenie zakresu obowiązywania zleceń lekarskich nakazujących niepodejmowanie reanimacji także poza szpitalem.11 Wprowadzono nowe dokumenty, które otrzymały nazwę out-of-hospital DNR orders. Przepisy wymagają zazwyczaj, aby dokument taki został podpisany zarówno przez pacjenta (lub jego przedstawiciela), jak i lekarza oraz aby przybrał odpowiednią formę (w postaci papierowego dokumentu umieszczonego w dostępnym miejscu lub specjalnej opaski noszonej przez pacjenta na nadgarstku). Do 1999 roku 42 stany wprowadziły stosowne przepisy prawne sankcjonujące to rozwiązanie. W literaturze amerykańskiej przepisy te często określa się mianem dyrektyw na przyszłość trzeciej generacji.12

    Podsumowując, od lat 90 dwudziestego wieku na gruncie amerykańskiej praktyki medycznej funkcjonują trzy rodzaje dokumentów, umożliwiających ograniczenie stosowania wybranych procedur medycznych u pacjentów znajdujących się u kresu życia. Są to: „testamenty życia" (living wills), pełnomocnictwa do spraw decyzji medycznych (durable power of attorney for health care) oraz zlecenia lekarskie nakazujące odstąpienie od stosowania resuscytacji (DNR orders). Wszystkie one mają swoje źródło w sposobie myślenia, który Charles Sabatino nazywa „modelem czynności prawnej" [legal transactional approach]13

Model czynności prawnej

    Regulacje prawne formułowane w ramach tego modelu kładą nacisk na wymogi formalne i właściwe dla czynności prawnych ograniczenia. Wprowadzają także wymogi proceduralne i wyłączenia (np. dotyczące dopuszczalności określonego typu zapisów), które mają zagwarantować, że złożone oświadczenie woli będzie odpowiadało rzeczywistej woli autora „testamentu życia" oraz nie będzie naruszało przyjętych zasad współżycia społecznego. Myślenie w ramach tego modelu koncentruje się wokół stworzenia i wprowadzenia w życie takich mechanizmów prawnych, które w sytuacji utraty przez pacjenta zdolności do podejmowania decyzji medycznych, dadzą możliwość delegowania uprawnień do podejmowania tych decyzji w jego imieniu na inną osobę lub wskażą kryteria, w oparciu o które decyzje takie mają zostać podjęte przez pracowników ochrony zdrowia.

    Opracowane w ramach tego modelu myślenia dyrektywy na przyszłość traktowane są analogicznie do czynności prawnych, takich jak przeniesienie praw majątkowych albo umowa zobowiązująca. Ich ważność zależy od spełnienia wymogów formalnych (np. bycia sporządzoną na piśmie, w obecności określonej liczby świadków, posiadania notarialnego poświadczenia) oraz od dochowania procedury, wymaganej do jej sporządzenia. Regulacje prawne, wprowadzające do amerykańskiego porządku prawnego dyrektywy na przyszłość, miały w zamyśle ich twórców doprowadzić do sytuacji, w której decyzje podejmowane w imieniu niekompetentnych pacjentów będą zgodne z wypracowanym przez etyków standardem „zgody zastępczej". Wymaga on, aby osoba działająca jako „zastępca pacjenta" podjęła decyzję, która jest możliwie najbardziej zbliżona do tej, jaką w danych okolicznościach podjąłby sam pacjent.

    Duży stopień formalizacji dyrektyw ma uświadomić stronom (pacjentowi i jego pełnomocnikowi) powagę podejmowanych decyzji i jej potencjalnych skutków. Są to czynności, co do których przewiduje się, że najczęściej będą dokonywane samodzielnie, bez korzystania z fachowej pomocy prawnej. Z tego powodu regulacje nakładają szereg drobiazgowych wymogów formalnych, mających zagwarantować, że wspomniane czynności zostaną dokonane w sposób dobrowolny, świadomy i kompetentny. Spełnienie tych wymogów ma również gwarantować, że czynność prawna zostanie uznana przez pracowników ochrony zdrowia.

Ocena funkcjonowania dyrektyw na przyszłość

    Wprowadzenie regulacji prawnych, pozwalających pacjentom na sporządzanie dyrektyw na przyszłość, miało na celu umożliwienie im sprawowania większej niż dotychczas kontroli nad przebiegiem leczenia w ostatniej fazie życia. Sądzono, że większość pacjentów nie będzie chciała, aby lekarze podejmowali w stosunku do nich czynności medyczne, które jedynie przedłużają agonię, nie przyczyniają się natomiast do istotnej poprawy jakości życia. Wierzono więc, że danie pacjentom prawa do odmowy bycia poddawanym mało skutecznym interwencjom w istotnym stopniu przyczyni się do powściągnięcia nadmiernych ambicji niektórych lekarzy, a w konsekwencji - pozwoli zaoszczędzić systemowi ochrony zdrowia sporą część nieracjonalnych wydatków. Dość szybko jednak okazało się, że nadzieje te były przedwczesne. Dyrektywy na przyszłość, modelowane na wzór czynności...
 

1 Swój pomysł Kutner opisał w artykule: L. Kutner, Due Process of Euthanasia: The Living Will, a Proposal. Indiana Law Journal 1969, 44, s. 539-54. Kutner rozważał także nadanie dyrektywom na przyszłość innej formy prawnej - opartej na konstrukcji zbliżonej do powiernictwa. Ostatecznie jednak zwyciężyła idea odwołująca się do lekarskiego obowiązku uzyskania zgody pacjenta na zabieg.
2 H. R. Glick, The Right-to-Die: State Policymaking and the Elderly, Journal of Aging Studies 1995, 5, s. 283- 307. Do upowszechnienia się przekonania o konieczności brania pod uwagę przeszłych opinii i preferencji pacjentów w znacznej mierze przyczyniła się także publiczna dyskusja, jaka rozgorzała na kanwie sprawy Karen Ann Quinlan (kolejne rozprawy toczyły się w latach 1975-1976). Sprawa ta uzmysłowiła amerykańskiemu społeczeństwu, że stosowanie procedur medycznych podtrzymujących życie nie zawsze leży w najlepiej pojętym interesie pacjenta. Kolejną sprawą, która przez dłuższy czas nie schodziła z pierwszych stron amerykańskich gazet była sprawa Nancy Cruzan. Cruzan pozostawała w utrwalonym stanie wegetatywnych od 1983 roku. W roku 1990 rodzina zainicjowała postępowanie sądowe, mające na celu uzyskanie zgody na odłączenie Nancy Cruzan od aparatury podtrzymującej jej funkcje życiowe. Postępowanie zakończyła decyzja Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych wydana w czerwcu 1990 roku (Cruzan v. Director, Missouri Department of Health, (88-1503), 497 U.S. 261, 1990).
3 Pacjenci pisali, na przykład: „Nie życzę sobie, aby w odniesieniu do mojej osoby stosowane były heroiczne wysiłki". Zakres wyrażenia „heroiczne wysiłki" jest nieostry i trudno jest przesądzić, co dokładnie miał na myśli pacjent - prawdopodobnie nie chciałby być utrzymywany przy życiu przy pomocy respiratora w sytuacji, gdy nie miałby szans na podjęcie samodzielnego oddechu; ale czy mianem „heroicznej terapii" określiłby także stosowanie agresywnej antybiotykoterapii w przypadku nawracających - choć możliwych do opanowania - zakażeń?
4 Więcej na ten temat w dalszej części artykułu.
5 Na gruncie prawa precedensowego pełnomocnictwo traci swa ważność z chwilą utraty zdolności do czynności prawnych przez mocodawcę. Pierwsza regulacja prawna przedłużająca ważność tak udzielonego pełnomocnictwa miała miejsce w stanie Wirginia w roku 1954. Ustanowienie nowego rodzaju pełnomocnictwa miało wówczas na celu uniknięcie kosztów związanych z koniecznością ustanowienia kuratora w kwestiachdotyczących drobnych spraw majątkowych. Zob. C. L. Dessin, Acting as Agent under a Financial Durable Power of Attorney: An Unscripted Role, Nebraska Law Review 1996, 75, s. 574-620.
6 Commission on Law and Aging, Health Care Power of Attorney and Combined Advance Directive Legislation: Selected Features Compared, December 2009.Washington, DC: American Bar Association.
7 Do not resuscitate (DNR) order; inne nazwy na oznaczenie tego zlecenia to : No CPR (cardiopulmonary resuscitation) order, DNAR (do not attempt resuscitation) order oraz AND (allow natural death) order.
8 W niektórych szpitalach umieszczano na karcie pacjenta specjalne oznaczenie w postaci fioletowej kropki lub akronimu, takiego jak OBP (oznaczający: "on the banana peel", czyli = ześlizgujący się, będący w stanie terminalnym). Zob. R. Baker, The Legitimation and Regulation of DNR Orders, [w:] R. Baker, M. A. Strosberg, J. Bynum (red.), Legislating Medical Ethics. A Study of the New York State Do-Not-Resuscitate Law, Springer Netherlands 1995, s. 33-101.
9 National Conference Steering Committee on Cardiopulmonary Resuscitation and Emergency Cardiac Care: 1974, ‘Standards for Cardiopulmonary Resuscitation (CPR) and Emergency Cardiac Care (ECC)', Journal of the American Medical Association, 227, s. 837-864. Dokument ten stanowił, że „w niektórych sytuacjach, takich jak terminalna i nieuleczalna choroba, w której przewiduje się zgon pacjenta, stosowanie resuscytacji krążeniowo-oddechowej nie jest wskazane" (cyt. za: R. Baker, The Legitimation and Regulation of DNR Orders, op. cit.).
10 President's Commission for the Study of Ethical Problems in Medicine and Biomedical and Behavioral Research, Deciding to Forego Life-Sustaining Treatment: A Report on the Ethical, Medical, and Legal Issues in Treatment Decisions, U. S. Government Printing Offce, Washington D. C, 1983, s. 236-255. Hastings Center, Guidelines on the Termination of Life-Sustaining Treatment and the Care of the Dying, Indiana University Press, Bloomington, Indiana 1987.
11 Konieczność wprowadzenia dodatkowych rozwiązań wynikała z chęci uszanowania woli pacjentów, którzy także poza szpitalem (np. w czasie pobytu w instytucji pielęgnacyjno-opiekuńczej lub we własnym domu) nie życzyli sobie bycia poddanym działaniom reanimacyjnym. Amerykańskie przepisy stanowe dotyczące funkcjonowania służb ratownictwa medycznego, nakazują ratownikom medycznym odpowiadającym na wezwanie o pomoc podjęcie wszelkich czynności, mających na celu przywrócenie oddechu i krążenia pacjenta. Fakt sporządzenia przez niego „testamentu życia", w którym wyraża sprzeciw wobec stosowania reanimacji, nie uchyla tego obowiązku. Stąd potrzeba wprowadzenia oddzielnych regulacji prawnych, które w tych szczególnych sytuacjach zawieszałyby wspomniany obowiązek. Zob. C. P. Sabatino, Survey of State EMS-DNR Laws and Protocols, Washington, DC: American Bar Association, Commission on Law and Aging 1999.
12 Zob. C. P. Sabatino, The Evolution of Health Care Advance Planning Law and Policy. Milbank Quarterly, 2010, 88(2), s. 211-239.
13 C. P. Sabatino, The Evolution of Health Care Advance Planning.., op. cit.
Prawo i Medycyna nr 58 / 27-07-2015, 12:21, wyświetleń: 837
drukuj drukuj


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz się zalogować.







Copyright © 2007 - 2012 Prawo i Medycyna. Wszelkie prawa zastrzeżone.