|
Zmienia się świat i nasze roszczenia. Coraz bardziej z procesami odszkodowawczymi musi się liczyć cały sektor usług medycznych: prywatny i publiczny – twierdzi adwokat Marcin Radwan-Röhrenschef.
Każde doniesienie prasowe, z którego wynika, że ktoś ucierpiał wskutek jakiegoś leku, może oznaczać lawinę procesów odszkodowawczych przeciwko producentowi. Autorzy takich pozwów wnoszą je do sądów, choć często wiedzą, że szkoda pacjenta nie wynikła z wady produktu, lecz opisywanego i przewidywanego ubocznego działania leku. Dobrym tego przykładem są powództwa osób, które ucierpiały wskutek alergii na aspirynę. Od dawna bowiem wiadomo, że są ludzie podatni na uczulenia na ten specyfik. Jednak aby się dowiedzieć, kogo to dotyczy, trzeba zetknąć się z substancją uczulającą. Innego sposobu nie ma.
Za moment tendencja ta będzie rozszerzała się na parakosmetyki, suplementy diety. Regulacja administracyjna będzie bowiem zawsze o krok do tytułu w stosunku do oczekiwań społecznych.
Z coraz silniejszym narażeniem na roszczenia odszkodowawcze musi się liczyć cały sektor usług medycznych: prywatny i publiczny. Procesy grożą zakładom opieki zdrowotnej także wówczas, gdy nie można im zarzucić ani błędu w sztuce, ani żadnych zaniedbań natury medycznej. Dlaczego? Gdyż ciągle szwankuje komunikacja między lekarzem a pacjentem albo między zakładem opieki społecznej a pacjentem. Jeżeli pacjent będzie w stanie wykazać, że nie uzyskał pełnej informacji o możliwych konsekwencjach zabiegu, czyli nie zapewniono mu swobody podjęcia decyzji o zgodzie na określone leczenie – za moment będzie to rodziło określone roszczenia odszkodowawcze.
Źródło: Rzeczpospolita 21.06.2010.
21-06-2010, 10:40, wyświetleń: 300
|